SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google RSS Twitter

Za sukcesem Cambridge Analytica stoi oszustwo? Kurs Facebooka ostro w dół

Brytyjski ośrodek analityczny Cambridge Analytica (CA), stojący za sukcesem kampanii Donalda Trumpa i akcji popierającej Brexit, ma poważne kłopoty. Dziennikarskie śledztwo "The Observer" wykazało, że firma nielegalnie wykorzystała dane z Facebooka nawet 50 milionów osób. Wczoraj wartość akcji serwisu społecznościowego spadła o 7 proc. - najwięcej od 2012 roku.

Aleksander Nix, szef Cambridge Analytica Article

"The Observer" opisał wywiad z byłym szefem działu badań Cambridge Analytica Chrisem Wyliem, w którym przyznał, że w 2016 roku firma posłużyła się danymi użytkowników z USA do celów komercyjnych, a które pozyskano jedynie do celów badań naukowych.

W jaki sposób CA je zdobyła? Przez quiz osobowości thisisyourdigitallife (to twoje cyfrowe życie), autorstwa Alexandra Kogana, pracownika naukowego Uniwersytetu Cambridge. W aplikacji użytkownicy rozwiązywali proste testy i quizy, które miały zostać wykorzystane w celach naukowych. Jej użycie wiązało się z pobraniem zawartości konta użytkownika oraz wszystkich jego znajomych. Użytkownik nie wiedział, gdzie później trafią i jak zostaną wykorzystane jego dane, tym bardziej nie wyrażał na to zgody. Kogan przekazał dane 270 tys. użytkowników jego aplikacji firmie Cambridge Analytica (którą pośrednio rezprezentował Chris Wylie), by ta mogła je wykorzystać do celów komercyjnych.

Uzyskane informacje zostały poddane głębokiej analizie, wedle której komponowano precyzyjne komunikaty, w tym przypadku - do amerykańskich wyborców, którzy byli niezdecydowani przed wyborami prezydenckimi w USA.

- Użyliśmy Facebooka do pozyskania milionów profili osób, a następnie zbudowaliśmy modele, które wykorzystywały to, co o nich wiedzieliśmy, i ich wewnętrzne demony (w celu tworzenia skutecznych przekazów politycznych). To był fundament, na którym zbudowano całą firmę - powiedział Wylie.

Facebook już w 2015 roku chciał, by CA usunęła ze swoich baz pozyskane dane, jednak według informacji "Observera" w użyciu wciąż pozostają ich kopie. Władze Facebooka po publikacji brytyjskiego pisma, zablokowały już dostęp do serwisu firmie Cambridge Analytica.

- Ochrona danych osobowych leży u podstaw wszystkiego, co robimy. Tego samego wymagamy od osób zarządzających aplikacjami na Facebooka. W 2015 dowiedzieliśmy się, że profesor Uniwersytetu Cambridge, Alexander Kogan, okłamał nas i złamał zasady działania platformy, przekazując uzyskane w swojej aplikacji dane do przedstawiciela komercyjnej firmy Cambridge Analytica, Chrisa Wylie. Ludzie świadomie przekazywali swoje informacje, żaden system nie został zinfiltrowany, a żadne hasła ani poufne informacje nie zostały skradzione lub zhakowane. (...) W razie konieczności, podejmiemy wszelkie kroki prawne w celu pociągnięcia ich do odpowiedzialności za bezprawne zachowanie - wyjaśnia w specjalnym oświadczeniu Paul Grewal, VP & deputy general counsel Facebooka.

Śledztwa w sprawie wykorzystania danych zapowiedziały już brytyjski organ ds. ochrony danych osobowych oraz amerykańska prokuratura. W poniedziałek z przedstawicielami amerykańskich i europejskich władz, by wyjaśnić, w jaki sposób doszło do niekontrolowanego wycieku danych użytkowników na taką skalę analitycy z CA uzyskali dostęp do danych tak dużej liczby użytkowników Facebooka. Republikański senator John Kennedy wezwał Marka Zuckerberga do złożenia wyjaśnień w tej sprawie przed Kongresem. Z kolei demokrata Ron Wyden wysłał szefowi Facebooka list z prośbę o przedstawienie zasad polityki udostępniania danych serwisu podmiotom trzecim.

Facebook wynajął firmę Stroz Friedberg do przeprowadzenia audytu w Cambridge Analytica, która zapowiedziała dobrowolne poddanie się procedurze. Przedstawiciele ośrodka zdecydowanie zaprzeczają stawianym oskarżeniom o bezprawne wykorzystywanie danych użytkowników największego serwisu społecznościowego na świecie.

W poniedziałek wartość akcji Facebooka na giełdzie spadła o 7 proc. - najwięcej od 2012 roku.

Źródło: stooq.pl

Źródło: stooq.pl

"Przyszłość komunikacji marketingowej"

W czasie swojej ubiegłorocznej wizyty w Polsce Alexander Nix, szef Cambridge Analytica, prezentował metodologię badań firmy i ujawnił szczegóły pracy nad kampanią Donalda Trumpa. Naukowiec stwierdził, że decydującą rolę odegrało wtedy szczegółowe przetwarzanie behawioralnych danych zebranych z big data, co pozwoliło firmie konstruować precyzyjne komunikaty do amerykańskich wyborców.

- Oprócz tego, z kim powinien rozmawiać kandydat, dokładnie określiliśmy, jakie tematy poruszać. Zbadaliśmy, które tematy są dla każdego wyborcy najistotniejsze - imigracja, polityka zagraniczna, bezrobocie itp. Wiedząc, o czym ludzie naprawdę chcą rozmawiać, Donald Trump dokładnie znał problemy, które miał poruszyć na wiecach wyborczych. Dzięki tym informacjom udało mu się wygrać w stanie Wisconsin, gdzie tradycyjnie popierany jest kandydat Demokratów - mówił w Polsce szef Cambridge Analytica.

Cambridge Analytica została założona w 2013 roku. Analitycy firmy pracowali dla Teda Cruza (ubiegał się o nominację w wyborach na prezydenta USA); wspierali także kampanię popierającą wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Firma specjalizuje się w analizie danych behawioralnych i big data, tworząc precyzyjnie stargetowane komunikaty.

W ub.r. Facebook odnotował 40,65 mld dol. przychodu, o 47 proc. więcej niż w roku 2016 (27,64 mld dol.). Zysk netto wzrósł z 10,22 do 15,93 mld dol. (+56 proc.).

Dołącz do dyskusji: Za sukcesem Cambridge Analytica stoi oszustwo? Kurs Facebooka ostro w dół

12 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Racjonalny
Aha, czyli zamiast robić ankiety, wykorzystali informacje, które ludzie samo o sobie podali, żeby stargetować przekaz polityczny. No i co z tego? Gdzie w tym wszystkim jakakolwiek kontrowersja?
17 17
odpowiedź
User
Gonzalez
Nalezy podkreslic, CA zbieralo dane nie tylko profile 270 000 uzytkownikow, ktorzy sie na to zgodzili ale zassali dane rowniez dane wszystkich ich znajomych, na co oni nie wyrazali zgody ani o tym nie wiedzieli. Dzieki temu pozyskali ok 50 mln profili. I pytanie - czy jesli dzialali na rzecz Trumpa to czy nie wykradli tak samo dane brytyjskich internautow skoro wplywali na brexit?
23 4
odpowiedź
User
Janek
Coś już o tym było - w "House of Cards"
6 1
odpowiedź
User
Do @Gonzalez
"Zassali dane rowniez dane wszystkich ich znajomych, na co oni nie wyrazali zgody ani o tym nie wiedzieli". Nie wiedzieli, że ktoś ma dostęp do tego, co SAMODZIELNIE udostępnili wszystkim w Internecie? Weźmy inny przykład: firma XYZ bada preferencje wakacyjne Polaków i w tym celu pobiera z publicznych profili publicznie dostępne zdjęcia z wakacji. Czy winny jest serwis, czy użytkownicy? Albo raczej: czemu serwis jest winny? Że firma XYZ wydedukowała na podstawie zdjęcia, iż skoro w tle są piramidy, to randomowy Janusz Nowak był na wakacjach w Egipcie? Jeszcze raz zapytam: o co cała afera? Ponadto użycie kategorii kradzieży jest bardzo na wyrost - powiedziałbym raczej o zawłaszczeniu, ale trudno jest zawłaszczyć celowo pozostawioną w autobusie książkę, podobnie jak nie da się zawłaszczyć celowo udostępnionych danych.
11 13
odpowiedź
User
Gonzalez
"Zassali dane rowniez dane wszystkich ich znajomych, na co oni nie wyrazali zgody ani o tym nie wiedzieli". Nie wiedzieli, że ktoś ma dostęp do tego, co SAMODZIELNIE udostępnili wszystkim w Internecie? Weźmy inny przykład: firma XYZ bada preferencje wakacyjne Polaków i w tym celu pobiera z publicznych profili publicznie dostępne zdjęcia z wakacji. Czy winny jest serwis, czy użytkownicy? Albo raczej: czemu serwis jest winny? Że firma XYZ wydedukowała na podstawie zdjęcia, iż skoro w tle są piramidy, to randomowy Janusz Nowak był na wakacjach w Egipcie? Jeszcze raz zapytam: o co cała afera? Ponadto użycie kategorii kradzieży jest bardzo na wyrost - powiedziałbym raczej o zawłaszczeniu, ale trudno jest zawłaszczyć celowo pozostawioną w autobusie książkę, podobnie jak nie da się zawłaszczyć celowo udostępnionych danych.


Nie bronię ani FB, ani CA - tylko dodałem dodatkową informację, która jest ważna, a która rzuca nieco inne światło na sprawę. Poza tym tych 270 000 poinformowano, że dane zbierane są do celów naukowych, a nie komercyjnych, które będą wykorzystywane do innych zupełnie celów. Poza tym FB od 2016 roku wiedział o tym procederze i niewiele zrobił. Dodatkowo szef CA jest z pochodzenia Rosjaninem - to też ma znaczenie tym bardziej w kontekście Trumpa i oskarżeń o współpracę z Rosją.
15 2
odpowiedź
User
nozqrde
zatem, fb to fałszywe lico, może lepiej wrócić do listów na papierze pisanych ręcznie...
5 0
odpowiedź
User
Polak
Jedyna kontrowersyjna w tym jest taka, że tu pomogło Trumpowi i Brexitowi. To nie podoba się mediom, politykom, decydentom. Gdyby te narzędzia pomagały partii demokratycznej, Clintonowej, kandydatom mainstreamu, to by nic nie było, ot kolejne narzędzie marketingowe.
13 11
odpowiedź
User
niko
trudno to nazwać kontrowersją, raczej chodzi o ŚWIADOMOŚĆ przeciętnego użytkownika, że jego działania mają wielkie znaczenie, a dane, które ujawnia są wykorzystywane do nieznanych celów. W tym przypadku- do manipulacji/marketingu politycznego. Okazało się, że jesteśmy mało skomplikowani i łatwo nami sterować ;) Sztuczna inteligencja nas rozgryzła w mig. Skasowanie danych nic nie da, modele już są przetworzone, skopiowane i hulają w necie. Jedyna metoda- odciąć net ;)))
13 0
odpowiedź
User
Kto szkodzi innym, sam sobie zaszkodzi
Nic tylko zagrać Requiem Mozarta( część końcowa) dla upadającego i okrytego hańbą Facebooka R.I.P...
2 0
odpowiedź
User
oko
i jak zwykle, za takimi działaniami stoi jakiś Rosjanin.
4 3
odpowiedź
Zobacz więcej w kategorii: Reklamy / Marketing